Winterson

"There are times when it will go so wrong that
you will barely be alive, and times when you realise that
being barely alive, on your own terms, is better than
living a bloated half-life on someone else`s terms
"

Jeanette Winterson

piątek, 25 czerwca 2010












Czas przejść do rzeczy. Pierwsza "wyprawa" odbyła się na Bornholmie, duńskiej, a nie jak większość mylnie sądzi, szwedzkiej wyspie. Pisze w cudzysłowie, bo nasza wycieczka trwała raptem 3 dni, a stan licznika wahał się w granicach 160 km. Nie o rekordy tu jednak chodziło, a o czystą rekreację.
Pierwsza rzecz jaka budzi uznanie to świetnie przygotowana infrastruktura, która jest po prostu na medal. Drogi albo asfaltowe, albo szutrowe, świetnie oznakowane i intuicyjnie rozpoznawalne. Mnóstwo parkingów i punktów postoju, z czystymi toaletami. Nie ma więc problemu z dostępem do wody, która jak wiadomo jest potrzebą pierwszego stopnia dla każdego rowerzysty.
Co do kempingów to są ich dwa rodzaje: pierwsze, drogie i wypasione z lodówką w domku ewentualnie dużym namiocie (cena 200-300 zł za noc, tak słyszałem przynajmniej) i drugie tzw. pola namiotowe, na których my spaliśmy, z łazienką i prysznicem, miejscem na ognisko i do zrobienia posiłków, także wszystko co trzeba. Cena tych ostatnich to 12 zł za osobę, a zatem śmiesznie niska.
Widoki oczywiście piękne. Połączenie horyzontu górskiego (szczególnie na pólnocy) i morza...naprawdę cudo. Polecam zarówno dla amatorów, rodzin z dziećmi jak i dla bardziej wymagających, którzy oprócz szybkiej jazdy cenią także piekne krajobrazy. W sumie dla wszystkich:)

1 komentarz:

  1. Z tym górskim horyzontem to lekka przesada, po prostu wysokie skaliste wybrzeża :)ale fakt..cudo

    OdpowiedzUsuń