Winterson

"There are times when it will go so wrong that
you will barely be alive, and times when you realise that
being barely alive, on your own terms, is better than
living a bloated half-life on someone else`s terms
"

Jeanette Winterson

niedziela, 17 lipca 2011

Welcome to Norway

Po jakże luksusowej podrozy promem, z kolacja, sniadankiem i oddzielna kajuta, dotarlismy w koncu do Honefoss za Oslo. Jutro z rana chłopaki podrzucaja mnie do miejscowości Gol i stamtad ruszam juz o wlasnych silach wyznaczona trasa. Zreszta to sie okaze, bo dzis cala droge padal deszcz, i to nie byle jaki, a za Geilo mam jedyny szlak terenowy, czyli Rallarvegen i mam pewne obawy czy w deszczu dam rade ten w koncu gorzysty odcinek przejechac. Ustalilem z moja Manufakturka, ze jesli nie bedzie padalo bedziemy atakowac. W przeciwnym razie skorzystam z rownoleglej drogi asfaltowej. Wszystko wiec zalezy od pogody, jak zawsze zreszta na takich imprezach. Na razie chmury ołowione nade mną, a żubr we mnie:)
Pzdr z krainy troli

sobota, 16 lipca 2011

It`s time to go!

I w końcu nadszedł dzień Sądu Ostatecznego!
Ruszam z Wojtkiem o 14:30 z Ostródy. Manufakturka bedzie podrozowala na pace, a ja komfortowo w środku.
Prom do Karlskrony odpływa o 20 i płynie 11 godzin. A potem, zgodnie z planem przez Szwecje do Oslo i w poblizu Honefoss przerwa na nocleg.
Byc moze jednak zdecyduje sie na jazde w nocy, ktora przeciez jest w Norwegii ciągle "jasna". We will see!
Na razie drecze sie pytaniami odnośnie bagazu i trasy, którą przeglądam ostatni raz, ale w pomniejszonej skali, żeby dodać sobie nieco otuchy:)
A ze jestem zwarty i gotowy widac na załączonym obrazku, gdzie mam wzrok przebijający skałę ala superman!
Waga sakiew około 20 kg, czyli nie tak żle!
Ok, do zobaczenia!

środa, 13 lipca 2011

Gadżety

Czas wspomnieć o sprzęcie.
W Norwegii pogoda jest zblizona do tej na Islandii, więc nie musiałem inwestować w nowy sprzęt, tym bardziej, że ten stary sprawdził sie znakomicie.
Dokupiłem jedynie zestaw do gotowania Jetboil, który słynie z lekkości i oszczędności.
Poza tym, zainwestowałem w nowy śpiwór, popularny wśród outdoorowców, a mianowicie Cumulus X-Lite 200, który jest najprawdopodobniej najlżejszym (430 g.) śpiworem puchowych na świecie, a jednocześnie zapewnia ciepło nawet przy zerowej tem.. X-lite jest oczywiście w cenie, ale na szczęscie dostałem na niego przyzwoitą zniżkę:)
Zabieram tez ze sobą sakwę na kierownicę firmy Ortlieb, którą nabyłem tuz po powrocie z Islandii.
I to tyle, śpiwór i moja manufakturka zostają i mam nadzieje, ze mnie nie zawiodą.

niedziela, 3 lipca 2011

Mazovia 2011

W ramach przygotowań do najbliższej wyprawy wziąłem, tradycyjnie już, udział w dwóch maratonach tym razem pod szyldem Mazovii. Stratowałem w Olsztynie i Szczytnie, z którego wrzucam kilka fotek.
Niestety znowu nie udało mi się osiągnąć podium:) ale odnotowałem znaczący postęp, przenosząc sie pod dwóch wyścigach z 11. sektora do 4. Po powrocie z Norwegii zamierzam wystartować ostatni raz w Toruniu, gdzie bez pudła się nie obędzie:)

wtorek, 3 maja 2011

Trasa wyprawy



Tak wygląda moja trasa, przynajmniej wstępnie i z perspektywy wygodnego fotela:)
Plan jest taki. Ruszam ze znajomym, który wozi jachty samochodem ciężarowym z Karlskrona (Szwecja) do Bergen. Wysiadam po drodze w mieście Geilo. Najpierw górska droga Rallarvegen, a potem przepiękna "Kraina Fjordów" i klasyk dla wszystkich rowerzystów - serpentyna "drabina trolli" (Trollstigen). Dalej Trondheim i w górę "17" na Lofoty (piękny archipelag górski położony na wyspach). Ostatni etap w Norwegii to droga z Narviku na samą północ do Nordkappu.
Trasa przez Finlandie prowadzi "arktyczną autostradą" czyli drogą E75 przez Kirula, Rovaniemi, Oulu i dalej Jyvaskyla, Tampere i Helsinki.
Co do reszty nie jestem do końca pewien. Zdecyduje na miejscu:) Albo prom z Helsinek do Gdyni, ktory jest drogi i płynie długo, albo, co jest równie prawdopodobne, wrócę rowerem przez kraje nadbałtyckie: Estonia, Łotwa, Litwa i Mazurami do domu.
Wedle moich wyliczeń cała trasa wychodzi 4500-5000 km!:)

Odyseja skandynawska, czyli wyprawa na Nordkapp


Przylądek Północny to położony najdalej na północ punkt świata, gdzie można dojechać drogą kontynentalną. Znajduje się 2100 km od bieguna północnego, 400 km za kołem podbiegunowym. Leży między Morzem Norweskim a Morzem Barentsa. Przez 2,5 miesiąca nie zachodzi tam słońce, a przez 300 dni w roku skała Przylądka kryje się we mgle.
Nordkapp to oczywiście symbol, punkt na mapie, wierzchołek góry. Celem jest jak zawsze droga. A po drodze mnóstwo atrakcji...
Norwegia to mekka rowerowych podróżników. Kraj ten przyciąga niezwykłą przyrodą i przyjazną dla rowerzystów infrastrukturą. Poza tym jest to państwo mało zaludnione (mniej ludzi na km2 żyje w Europie tylko na Islandii).
Wyjątkowość Norwegii jednak leży w czym innym. To tu znajdują się największe i najdłuższe fjordy na świecie (głębokie zatoki wrzynające się daleko w ląd). Ze stromych ścian otaczających fiordy toczą swe wody liczne wodospady, a rosnące wokół lasy iglaste są poprzecinane licznymi rzekami wpadającymi do polodowcowych jezior. Całość dopełniają surowe i nieprzystępne góry.
Na trasie powrotnej, która przecina Finlandię w poprzek jest jeszcze Laponia ze swymi dzikimi lasami i oswojonymi i nieco znudzonymi reniferami:)
Mniam!
Tym razem jadę sam, wiec jest to dla mnie wyzwanie nie tylko sportowe ale tez można by rzec psychologiczne. Zresztą każda wyprawa odciska piętno nie tylko na mięśniach ale także na charakterze. Ta na pewno nie będzie inna pod tym względem. Miejmy nadzieję, że będzie wyjątkowa!

czwartek, 14 października 2010

Rumunia - Alpy Rodniańskie 2010

Z lekkim opóźnieniem publikuje post z naszej wyprawy w Karpaty Wschodnie w Rumunii. W zwiazku z niewielka iloscią czasu (5dni) postanowiliśmy skupic sie na Gorach Rodnanskich, leżących na północy kraju. Jest to jedno z najwyzszych pas Karpat. Choc to nie tam znajduje sie najwyzszy szczyt Rumunii, to w gorach tych jest kilka 2-tysiecznikow.
Zatrzymalismy sie w miejscowosci Borsa i po pewnych problemach jezykowych (angielski na niewiele sie zdaje) znaleźliśmy znakomite lokum: duzą wille, z obszernym salonem i kuchnia, a ze bylo juz po sezonie, caly dom mielismy dla siebie...

Zaczelo sie wiec niezle. Gory rowniez robily wrazenie i wszytsko byloby dobrze gdyby nie pogoda. Z dnia na dzien bylo coraz gorzej. Mgły przesłaniały szczyty, padał deszcz i robilo sie coraz zimniej.

Teren trudny. Szlaki słabo oznaczone i nierzadko trzeba było prowadzić rower, bo w pewnym momencie przejezdna droga zamienia sie w błotnisty szlak z olbrzymimi koleinami.

Jednego dnia wjezdzajac na szczyt pewnej przeleczy stracilismy calkowicie orientacje i musielismy sie przedzierac przez las, a potem strumyk, co nie jest zbyt przejemne z plecakiem i rowerem.
Poza tym zdarzały się zjazdy po blocie i kamieniach, co w moim wypadku skonczylo sie dwoma upadkami i rozerwaniem kurtki gore.
Bylo wiec dosc ekstremalnie, ale taka jazda tez ma swoj urok:)